Dlaczego mainstream nie lubi bodystockingu?

Nie każdy jest fanem bodystockingu, choć na pewno znajdą się jego sympatycy. To dość wyjątkowy rodzaj bielizny – jednoczęściowy, siateczkowy krój zakrywa większą część ciała, a jednocześnie jest dość odsłaniający. Chociaż krojów jest wiele i w niektórych często pojawiają się elementy odsłaniające, to próżno szukać tego rodzaju seksownej bielizny w mainstremowych filmach. Dlaczego tak się dzieje?

Klasyka w najlepszej odsłonie

Wśród wielu setek, tysięcy czy może nawet setek tysięcy filmów z bardziej artystycznej półki, tylko w jednym (słownie: jednym) pojawia się coś, co można by dołączyć do kategorii bodystocking siatka lub pokrewnej. W „Małżeństwie po włosku” (1964) Sophia Loren – więc bądź co bądź jedna z najbardziej znamienitych aktorek – pojawiła się w długim do podłogi negliżu. Niełatwo jest to przypisać do bodystockingu. To niby halka, podomka, siateczkowa bielizna jest najbliższa jednoczęściowemu, kompletnemu stroju. Pod względem kroju dość bliska jest jej np. ażurowa czarna minisukienka Chilirose, tyle że Sofia Loren nosiła długą.

bodystocking

Sama historia to dramatyczna opowieść z czasów powojennych. Cyniczny, odnoszący sukcesy biznesmen Domenico (Marcello Mastroianni) ma kochankę Filumenę (Sophia Loren), która od samego początku ich znajomości jest głęboko zakochana w Domenico. Jej miłość nie jest odwzajemniona. W niekoniecznie romantycznej historii jest odrobinę intrygi.

Warto dodać, że bielizna Sophii Loren z tego filmu została uznana przez magazyn „Vogue” za jedną z najlepszych kreacji włoskiej aktorki. I tak, można ją kupić, choć niekoniecznie może to być dobry pomysł. Bądź co bądź kopiowanie stylu jest tylko prostym naśladownictwem, a krój niekoniecznie będzie pasował.

Bodystockingu tyle, ile kot napłakał

No, nie ma w filmach tego rodzaju bielizny. Zakładając, że chodzi o kompletne, jednoczęściowe bodystocking od szyi do stóp (np. bodystocking Obsessive). Są wprawdzie podobne, jakie nosi np. Melanie Griffith w „Świadku, mimo woli” (1984), Jane Fonda w Barbarell czy bardziej w stylu erotycznej bielizny kultowa Barbra Streisand w „Puchacz i kotce” (1970). No, może jeszcze Sharon Stone w „Casino” (1995). To przedostatnie to raczej przezroczyste body w kropki z odciskiem dłoni na piersiach i futrzanymi akcentami na dole. Fantazyjne, z pomysłem, erotyczne i zabawne jednocześnie, ale niezbyt blisko bodystocking sklepowego.

Cała prawda o bodystocking?

Nieco więcej światła na ten rodzaj bielizny rzuca jeden z kostiumologów, który pracował w filmie Senso ’45 („Black Angel” 2002) Alberto Moretti. Film ma swoje lepsze i słabsze momenty, a niektóre są nawet wybitne i dość mocne. Włochy, okres wojny, Livia Mazzioni – atrakcyjna żona najwyższego urzędnika ministerstwa ma namiętny, gorący i destrukcyjny romans z Helmutem Schultzem, oficerem SS, równie pięknym, co przeklętym jak pogański bóg. – Nagle stało się jasne, że chcę go, a tylko Helmut nadawał sens mojemu życiu – mówi w pewnym momencie Livia i daje się ponieść romansowi. Wśród bielizny królują pończochy, gorsety, koronki i podwiązki.

W kilku scenach Livia miała wystąpić w koronkowym, siateczkowym body. Była to zamierzona decyzja Alberto Morettiego, jednak zrezygnowano z niej. Dlaczego? Zakładanie i zdejmowanie okazało się koszmarem. Samo ubieranie opóźniało znacząco zdjęcia, więc i generowało dodatkowe koszty. W jednej ze scen w domu obyczajów nienajcięższych, siateczkowe body porwało się 2 razy z rzędu. Zdecydowano się więc na przywrócenie klasycznej bielizny.

Oczywiście to nie znaczy, że nie warto zainteresować się bodystocking. Warunki filmowe są dość specyficzne, a domowe pozwalają na zdecydowanie większą swobodę. Jakby nie było bodystocking są bardzo seksowne, a pośpiech z nimi nie jest wskazany, zgodnie z zasadą, że to, co zakryte podnieca bardziej niż wywalone na wierzch dolne migdały.